Serwer, kryzys egzystencjalny i szlag mnie trafia

Kiedy minecraft zaczynał być znany, kiedy ludzie zaczynali dopiero w to grać, to marzyło mi się mieć własny serwer. Kilka lat minęło, niektórym to zbrzydło, inni dalej grają, jeszcze inni dopiero zaczynają, a ja postanowiłem że “Co mi tam, mogę spróbować założyć serwer”. Kiedyś marzyło mi się żeby być właścicielem, wgrywać pluginy, budować spawn i pilnować serwerowego porządku – banując cheaterów. Marzyło mi się, ale nie było jak. Teraz mam jakieś swoje pieniądze, a od płacenia kilkunastu złoty na miesiąc nie umrę z głodu, więc czemu nie.
Ostatnio w wolnym czasie właśnie to robię, tworzę serwer który niedługo powinienem dokończyć i otworzyć. Na razie przewiduje, że 50 osób powinno dać radę na nim grać, a w miarę zapotrzebowania dokupię więcej miejsca pod serwer.

Wcale, nie próbuję siedzeniem przed kompem zagłuszyć mojego kryzysu egzystencjalnego:
“Tylko praca, jeść i spać,
praca, jeść i spać…dlaczegoooo?”
“Gdzie jest jakiś sens?”
“kurwa wszyscy umrzemy”
wcale, a wcale.

No może trochę.

Chciałbym nagrywać filmiki, ale mnie szlag trafia jak pomyślę sobie o tym jak wyglądam, albo jak brzmie.

Pracuję już 3 miesiące na stacji paliw i z jednej strony się cieszę, bo praca mi się w miarę podoba, ale właśnie z drugiej cholera mnie bierze, bo wiem jak wyglądam i jak brzmię, poszedłem z takimi danymi jakie mam, i plakietkę mam z babskim imieniem. Mówię bez końcówek (prędzej bym się zrzygał niż powiedział coś w damskiej formie, jak już chce mówić jakiś czasownik z końcówką to nim go wypowiem mam taką gulę w gardle jakby mnie zatkało i po prostu gadam jakoś naokoło).
No i co mi z tego że czasem jak ktoś się nie spojrzał na plakietkę to zaczynał mówić do mnie jak do chłopaka, co mi z tego że jakiś facet specjalnie wrócił się do koleżanki i dopytywał czy ja jestem facetem czy kobietą. Jeden chuj że mnie wszyscy w tym zjebanym mieście znają.
Czuję się kurwa źle sam ze sobą.

Wyprowadziłbym się stąd w cholerę. Ale jak na razie wiem, że mi to nic nie da.
Chciałbym kiedyś mieszkać gdzieś indziej, wyprowadzić się i żyć gdzieś jako ja. Z męskimi danymi i takim wyglądem jaki powinienem mieć. I lotto by mi to było czy ktoś by się wtedy dowiedział że “urodziłem się jako dziewczyna”. Chodzi o tę różnicę – poznaliby mnie jako mnie, a nie poznaliby tego mirażu, tej osoby która tak naprawdę nie istnieje.

Co mi po tym że zachowuję się jako ja. Dajmy na to że rozmawiam, żartuję… zupełnie inaczej odbierasz kobietę, a inaczej mężczyznę.

Tu “Nie dźwigaj tego” tam ci ktoś drzwi otworzy. Kurwa zostawcie te drzwi, sam se kurwa otworzę… Jak ktoś usłyszy że sobie sam tapetowałem pokoje, malowałem ściany czy np żyrandol przykręciłem, to wielkie kurwa oczy…
Niby nie powinniśmy być jacyś zacofani, a tu jednak wszyscy powielają te jebane stereotypy.
Chuj z tym, że oni widzą na razie kogoś kogo nie ma, ale czy dziewczyny nie mogą robić takich rzeczy?
Pamiętam jak jeszcze nawet w gimnazjum (gdy jeszcze myślałem że muszę być dziewczyną i na siłę starałem się być jak najbardziej kobiecy) byłem za równouprawnieniem i zawsze jak ktoś coś takiego usłyszał to wdawał się ze mną w dyskusję. Gdy brakowało takiej osobie argumentów słyszałem że “jestem feministką”… aha… szkoda tylko że wszystko o czym ta druga strona mówiła to były takie stereotypowe podziały..

Szlag mnie trafia…

Szlag mnie trafia…

Chciałbym być po prostu sobą. Ale się boję zrobić cokolwiek.
Boję się operacji, a z drugiej strony o nich marzę.
Boję się coming outów przed innymi ludźmi, a z drugiej strony marzę o tym by być sobą i zrzucić wreszcie ten worek kamieni z ramion. Walnąć tekstem “Kurwa stary, wiesz bo ja tak naprawdę to jestem chłopakiem. Znasz tylko osobę która nigdy nie istniała. Poznajmy się jestem Tomek i w sumie mi to lotto czy mnie zaakceptujesz czy nie.”

Eh…

***

Zastanawiam się czasem czy to wszystko ma sens. Czy mam tyle czasu.
Czy naprawdę żyję. Czym jest prawdziwe życie i jak je przeżyć aby być naprawdę szczęśliwym.

Czasami myślę o tym czy my tak naprawdę jesteśmy wszyscy uwięzieni w tej parodii życia. Zagubieni w tym mirażu. Jako dziecko nie wiemy co się dzieje, rodzina nas wychowuje, kieruje. Dorastamy i gubimy się trochę w tym dorosłym świecie. Oprócz naszych, czasem jeszcze dostajemy cudze problemy. Gdy jako dziecko czas płynął wolno, nagle okazuje się że zapierdala, miesiąc, zamienia się w kolejny miesiąc, żyjemy od wypłaty do wypłaty. Rok zamienia się w lata. A potem nagle gdy znajdziesz chwilę żeby pomyśleć okazuję się że “o kurwa mam już x lat”. Nagle myślisz o tym że to już tyle minęło i czy jesteś szczęśliwy… A czas dalej płynie. Nieubłaganie.

Życzę tobie drogi czytelniku abyś znalazł szczęście / był szczęśliwy. Bo czy nie tego wszyscy pragniemy? Odrobiny szczęścia.

wasz
Tomek

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s