Wróciłem. Trochę o koledze i o tym jak byłem sobie na studiach.

Hej. Nie było notki w maju, ogólnie gdziekolwiek gdzie się udzielałem było mnie mniej, albo mnie po prostu nie było. Po tabletkach od ginekologa wiecznie czułem się źle. Musiałem je brać minimum 3 miesiące – niedawno skończyłem trzecie opakowanie i postanowiłem ich nie brać. Prawie wszystkie skutki uboczne poznikały. A było ich multum: bóle i zawroty głowy, raz biegunki innym razem zaparcia, parę godzin od połknięcia tabletki bolał mnie żołądek, bolały mnie jelita i mi w nich tak dziwnie stukało i burkało, czasem kuło mnie pod mostkiem, a innym razem tak mnie ściskało w klatce piersiowej że nie mogłem powietrza złapać, bardzo często drętwiały mi nogi, często czułem się tak niedobrze jakbym miał zwymiotować.

Po odstawieniu tych tabletek prawie wszystkie skutki uboczne poznikały. Prawie wszystkie. Mam coś nie halo z jelitami, ale mam nadzieję, że jak zmienię to jak się odżywiam, to powinno wszystko jakoś wrócić do normy.

Już kiedyś zmieniałem to jak się odżywiam. Co najśmieszniejsze było to rok temu też w czerwcu. Czułem się zdrowiej, no ale do starych nawyków wróciłem z początkiem października jak zacząłem jeździć na uczelnie.
No więc myślę, że tak jak wtedy wywalę pieczywo z mojego życia. Rok temu było mi ciężko to zrobić – teraz jest normalnie, drugi dzień nie jem żadnego pieczywa i jakoś mi nie szkoda 😀

No i muszę pamiętać żeby dużo pić… Zazwyczaj piłem 3 szklanki herbaty dziennie, czasem coś więcej. Teraz mam przy sobie butelkę niegazowanej wody i jak zwykle ostatnim czasem – ślęczę nad tą butelką, jakbym się nad nią modlił i co jakiś czas biorę łyka czy dwa xD

Trochę czasem coś mnie zaboli i myślę że będę musiał jednak znów iść do tego ginekologa. Zupełnie nie rozumiem czemu jak przez tyle lat mi nic nie było – nagle dostałem jakiś plamień i bólów, a po badaniu usłyszałem że wszystko wygląda dobrze i dostałem tabletki żeby wszystko uregulować. Ehh…

***

Z bratem mamy kolegę z neta, z którym od dwóch lat razem gadamy i gramy, i on sam często do nas dzwoni. Ostatnio miał urodziny i wpadliśmy na pomysł żeby mu coś wysłać w paczce. Szczerze to jeszcze nigdy nic nie wysyłałem pocztą, myślę że to będzie dobra zabawa. Muszę tylko z bratem się przejść i kupić to co chcemy mu wysłać 😀

Dzisiaj mieliśmy gadać na teamspeaku, a okazało się że nie wchodziliśmy przez 14 dni i nam kanał usunęli. Kolega stwierdził, że on nie idzie się pytać, bo jak mu usunęli to pewnie mu nie dadzą (i tak by mu dali). Więc wszedłem na “Proszę o założenie kanału” i z sercem na ramieniu czekałem na jakiegoś admina. I wbił jakiś gościu i pyta w czym może pomóc. Biedny siedzę i patrzę na moją nazwę “Tomek” i gadam z typem (a w głowie majaczy mi “brzmisz jak 12latek”). No i dostałem kanał, admin powiedział mi co i jak, a jak tylko wyszedł odetchnąłem sobie z ulgą.

Nie lubię / nienawidzę swojego głosu… I dobra jak jeszcze jest spoko i mnie ktoś na ulicy czy gdzieś weźmie za chłopaka to jest fajnie, gorzej jak mam japę otworzyć. Bo mnie strach ogarnia.

***

Sam nie wiem jakim cudem jak poszedłem na studia pierwszej poznanej koleżance z roku przedstawiłem się jako Tomek. A ona tego nie zakwestionowała. Nic. Powtórzyła sobie “Tomek z (nazwa miejscowości)” i dalej sobie gadaliśmy. Trochę im tam mętlik zrobiłem. Ona chodziła ze mną na wykłady, a tylko na ćwiczeniach wyczytują z dziennika i sprawdzają obecność. Innej dziewczynie z ćwiczeń przedstawiłem się imieniem z dowodu, bo spanikowałem. Nikomu innemu już nie mówiłem jak się nazywam. Nie wiem jakim cudem, bo dobrze pamiętam kilkanaście razy jak zostałem zapytany “A ty jak masz na imię?”.

Robili potem grupę na fb żebyśmy się łatwo mogli kontaktować, no to mówię żeby kolega mnie zaprosił i że na fb mam “Tomek …”. No i nic. Dodali mnie.

Trochę mnie śmieszyło to, że nikt otwarcie wprost mnie o nic nie zapytał. Jak z kimś rozmawiałem mówili do mnie tak by nie używać żadnych końcówek. Gdy koleżanka obok mnie dostała pytanie czy jej nie było bo była chora, to ja dostawałem pytanie “Czemu cię nie było? Choroba?”

Kiedyś poszedłem po kurtkę do szatni i jak wchodziłem do sali (była jeszcze przerwa ale już siedzieliśmy w środku). To drzwi były jakieś dziwne – w jedną stronę trzeba było je mocno ciągnąć, żeby otworzyć. No a zamykać to się zamykały cudownie… Jak nimi pierdykłem… I słyszę kolegę z “Ale pierdolłaś tymi drzwiami” – i widzę jak tylko skończył to mówić, że ma wyraz konsternacji na twarzy i za chwilę duka “-łaś, -łeś?”. No ale się nic nie odezwałem i usiadłem w ławce.

***

Eh.. dobra chyba kończę te swoje opowieści. Wiecie że wszystkie notki pisałem nocami, w dzień czytałem sobie i dodawałem 😛
Jest już po drugiej i spadam spać. No a jeśli to czytasz, bo cię nie zanudziłem, to miłego dnia 🙂

wasz
Tomek

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s