O tym jak czułem się źle i poszedłem do ginekologa

Hej wam. Ostatnio długo mnie nie było.
Na początku lutego zaczęło mnie boleć coś po lewej stronie brzucha, niżej. Bolało jak cholera i nie przestawało. No kuło tak jakby ktoś wsadził ci nóż i nim obracał co jakiś czas. Ja oczywiście już święcie przekonany, że kurwa umieram. Mama do mnie tekstami w stylu “Nic ci nie jest, każdego czasem coś boli”. No ale mnie bolało tak że się 2 dni zwlec z łóżka nie mogłem.
Poleciałem do lekarza – oczywiście jak na złość tego dnia którego szedłem, cudownie mnie nic nie bolało, ale czułem że mi gdzieś tam w środku nie wygodnie i coś tam jest nie tak. Lekarz macał mi ten brzuch i macał. Mówię mu że przed ostatnim okresem miałem jakieś plamienie i to też mnie zaniepokoiło. No to gościu mówi żebym do ginekologa poszedł. To była chyba jakaś środa. Zapisałem się do ginekologa prywatnie i miałem iść w poniedziałek. W czwartek miałem plamienie. Ogólnie ciągle czułem jak mi gdzieś w środku nie wygodnie i co jakiś czas mnie kuło, no ale doczekałem tego poniedziałku, przekonany o swojej rychłej śmierci xD
Po głowie krążyły mi myśli że jak nic już “umieram”. “Dlaczego? Przecież staram się być jak najlepszym człowiekiem”.

Nadszedł poniedziałek. Poszedłem do tego ginekologa, wchodzę do gabinetu. Pan się pyta co mnie do niego sprowadza. No to mówię, ostatnio mam jakieś plamienia. Wyciągam telefon i mu mówię daty kiedy miałem okres, kiedy plamienie itd. I że mnie coś boli po lewej stronie.
To mi facet mówi że może mi wypisać tabletki, no ale zawsze lepiej się zbadać. Pyta też czy z kimś współżyłem. Ja że nie, a on oczy jak talarki. Spytał się drugi raz, bo chyba nie mógł uwierzyć. Tłumaczy mi na czym polega badanie i tak dalej. Ale po tym pytaniu widać że gościowi niezręcznie, taki zakłopotany i w ogóle. No bo on by mi tabletki wypisał…
Nosz… przyszedłem to co mam bez badania wyjść? Żebym się umartwiał i myślał czy może to jakiś rak czy co, i może nie wiem, a powoli umieram?
On pyta czy robimy badanie. A ja “No tak.”

Facet był tak zestresowany w swoim gabinecie, że się zaczął motać. A ja zamiast się stresować czy coś to z pokerową miną kisłem w środku i myślałem tylko o tym żeby się nie zacząć brechtać.
Zaczął mi mówić że ja w spodniach, na takie badanie to w jakiejś spódniczce czy czymś (nie mówiłem mu o sobie, a formy omijałem), wyciągnął jakiś fartuch żebym się nie stresował, a ja sobie kisnę dalej. Facet się mota i mota.

Dostałem taki wydruczek ze swoimi jajnikami i macicą? kij wie, ale gościu powiedział że wszystko wygląda w porządku. Przepisał mi tabletki żeby mi się wszystko wyregulowało i ma być wszystko spoko. Poinstrułował że pierwszą tabletkę mam wziąć jak dostanę okres. Ja się pytam ile za wizytę “150zł” no to wyjmuję i kładę. A on sobie gada o tabletkach antykoncepcyjnych i że kościół to taki hur dur na te tabletki, a te tabletki też wypisuje się żeby uregulować wszystko, albo jak ktoś ma bolesne miesiączki i tym podobne.

No ja się chciałem zbierać i pytam to te tabletki mam brać i czy to wszystko. I pokazuje mu sobą, że chciałbym już opuścić gabinet. No to dostałem wykład o tym że jak się idzie na wizytę to się paragoniki bierze i o nie upomina. Widziałem. że facet to by sobie posiedział i pogadał, miał taką minę jakby nie rozumiał czemu już chce wyjść. No ale ja działam na zasadzie zakupów – wchodzisz, kupujesz, wychodzisz. Gościu świetny, już sobie przecież pogadaliśmy, no to nie będę pacjentom czasu zabierał, więc mówię że dziękuję i dowidzenia. I opuściłem biednego faceta który przez moją wizytę motał się w swoim własnym gabinecie i nie rozumiał że czemu nie chcę posiedzieć dłużej i pogadać.
Jak wcześniej czekałem w kolejce, to każda kobitka siedziała u niego godzinę. Więc jak wychodzę pytam się mamy (mama była ze mną, bo nie wiedziałem gdzie ten ginekolog i to była część miasta w którą się nigdy nie zapuszczałem), pytam ile byłem, a ona “30 minut”. No to już wiedziałem czemu miał minę jakby nie wiedział o co chodzi, że się już zbieram do wyjścia. xD

***

No i niby powinno być wszystko ok? No nie do końca. Musiałem doczekać do okresu żeby zacząć żreć te tabletki. I tak sobie zdychałem (odkryłem że najbardziej bolało na kilka dni przed plamieniami, a puszczało po plamieniu – a takich plamień miałem 4 zanim doczekałem okresu. Niby pięknie, ładnie, bo będę brać tabletki. Ale nie. Cały okres zdychałem z bólu (a dzięki tym tabletkom trwał 9 dni). A ulotka była niczym instrukcja obsługi statku kosmicznego – w tym multum skutków ubocznych. Tu też dopisało mi szczęście. Zanim organizm przyzwyczaił się do tabletek, zostałem obdarowany kilkudniową sraczką, bólami głowy, żołądka. Czasem kręciło mi się w głowie. Kurwa kumulacja. Może w totka powinien zacząć grać.
No ale przeszło, teraz też to co mnie bolało – nie boli. Tabletki żrę już miesiąc i dopiero ostatnio wracam do życia.

Więc hej kochani, wróciłem. Po wielu dniach spędzonych w łóżku, czasami rycząc, bo już siły nie miałem (nie łykam tabletek przeciwbólowych – wolę wiedzieć co mnie boli). Ale jestem. No i notka marcowa też, na sam koniec miesiąca, ale jest. 🙂

wasz
Tomek

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “O tym jak czułem się źle i poszedłem do ginekologa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s