Studia i pierwsza wizyta u seksuologa

Hej wam. Tak jak mówiłem, tak i jestem.
Dziś notka po prostu o moim życiu i co się u mnie ostatnio dzieje, bo dzieje się.

***

W tym miesiącu zacząłem studia w Łodzi, a konkretniej – studiuję matematykę. Z tego co widzę atmosfera na uczelni i studia to ogólnie fajna rzecz. Mimo że dojazdy mnie męczą, to bardzo mi się tu podoba. Nowe miasto, nowi ludzie. Nareszcie nie mijam stale tych samych mord na ulicy. I czuję się tu świetnie. Taki zwykły szary człowiek, obok ciebie na ulicy.

Z kapturem na łbie i bandamką na twarzy, człapię sobie ulicami Łodzi.
To miasto strasznie mi się podoba.
Te stare zdobione kamieniczki obok kolorowych sklepów.
Widok starych kamienic przy których przejeżdża nowy tramwaj.
Wielkie betonowe wieżowce koło małych skrawków zieleni.
Te wszystkie kontrasty.
To miasto jest piękne w swojej brzydocie. Jest po prostu wspaniałe…

Ostatnio gdy szedłem przez park, to po prostu się zakochałem. Idę rano taką aleją drzew, jeszcze jest mgła, przez liście przedzierają się promienie słońca i  tworzą snopy światła… To wszystko jest dla mnie takie magiczne.
Nawet zafascynowało mnie to, jak tramwaj przejeżdżał obok mnie, a ja czułem jak chodnik pod moimi stopami drży i wszystko dudni.

***

Swoją drogą maszyny to ogólnie co innego. Nie dziwię się swojej fascynacji tramwajem, bo potrafię się cieszyć jak dziecko na widok koparki, czy na podróż pociągiem. A jak byłem w tamtym roku w wesołym miasteczku to jarałem się jak debil, że tak wielkie mechanizmy tak wspaniale funkcjonują… Większy zaciesz miałem z patrzenia na pracujące urządzenia, niż z bycia na którejś z “atrakcji”. 😀

***

Więc tak, studiuję. Mam nadzieję że jakoś to będzie.
Na razie, trochę nie nadążam, bo wszystko piszę w brudnopisie, a potem przepisuje do zeszytów i jestem sporo do tyłu z tym przepisywaniem. Ale to najlepszy sposób na uczenie się, bo nie przepisuje bezmyślnie, ale przepisując wszystko analizuje, skąd co się wzięło.

***

Jeśli chodzi o inne nowości, to dziś byłem na pierwszej wizycie u seksuologa.
Zawsze gdy idę gdzieś, gdzie jeszcze nie byłem to się strasznie stresuję. Więc zapierdzielam z mapami google, ulicami którymi jeszcze nie szedłem i jaram się dalej całym moim otoczeniem. Gdy doczłapałem na miejsce i wszedłem na piętro, to po powiedzeniu do kogo na wizytę i na którą, musiałem dać dowód i sobie siąść, bo pani musiała mnie zarejestrować. Więc sobie siedzę i czekam. Gdy skończyła wpisywać dane w komputer i jakieś kartki, to oddała mi dowodzik i mówi że mam coś podpisać. Kartki odnośnie tego czy ktoś może mieć udzielane informacje odnośnie mojego stanu zdrowia czy coś takiego, i jeśli tak to kto. No to wypełniam i czytam…
A na jednej było o tym czy “w razie śmierci” udostępniać te różne rzeczy…
Skończyłem to wypełniać, nadal zestresowany, a mój cudowny mózg czepił się jednego słowa “śmierci”… Tak świetnie wszyscy umrzemy, ale why? czemu jak jestem zestresowany moja wyobraźnia musi mi już podsuwać wizję śmierci.

Siedzę już w poczekalni, dalej uczepiony słowa “śmierci” i myślę sobie, “a co jak wszystko robię na marne, bo np. za te parę lat umrę na stole operacyjnym… debilu skończ analizować, równie dobrze może mnie potrącić auto jak stąd wyjdę”. Mimo wszystko dalej siedziałem spięty i zestresowany, jakbym co najmniej przed chwilą podpisał cyrograf z diabłem i sprzedał mu swoją duszę.

Pani doktor poprosiła mnie do środka, to sobie wszedłem, powiedziałem grzecznie “dzień dobry” i siadłem. Ogólnie pytała z jakiego powodu przychodzę. Wypytywała o różne rzeczy. Kiedy się dowiedziałem że jestem ts, kto o mnie wie, jakie mam relację z rodziną itp. itd.
Siedziałem, odpowiadałem, a Pani doktor notowała sobie rzeczy na kartce. Pytała też o moje imię – w sensie nie z dowodu, ale moje moje. Odpowiedziałem “Tomek” chyba ze zbyt wielkim zacieszem na mordzie, bo się zaczęła sama uśmiechać. No i na mojej teczce pod oficjalnymi danymi, dopisała drukowanymi Tomasz.
Ogólnie wizyta była spoko. Na następną, która jest jeszcze przed świętami, mam przynieść swój życiorys emocjonalny.

Jak już wyszedłem z całego budynku czułem jak zaczęło mnie coś nosić. Nie mogłem przestać szczerzyć ryja i byłem tak szczęśliwy, że jak bym mógł to bym zaczął latać. 😀
Zacząłem dreptać na busa. Mimo że jestem przeziębiony, kicham, smarcze, w kościach mnie łupie, to nawet teraz siedząc w domu jestem zadowolony i szczęśliwy, że powoli idę krok po kroku, do bycia sobą.

wasz
Tomek

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Studia i pierwsza wizyta u seksuologa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s